Nie dostrzegam, gdzie po drodze uważałem się za lepszego. Ale nie dostrzegam wielu rzeczy więc to może też mi umknęło. Inny na pewno jestem. Każdy jest przecież inny, a ja tymbardziej skoro nie potrafię pić jak większość ludzi. Widząc swój obraz sprzed kilku jeszcze miesięcy, odczuwam, że teraz jestem lepszy niż wówczas. Przestaję powolutku obwiniać się za wszystkie kataklizmy powstające wokół mnie, nabieram pewności siebie i zaczynam szanować własną osobę. Wyjaśnię troszkę, skąd u mnie tyle niemal pychy. Wyjaśnię jak to działa, w skrócie. Otóż jednym z uczuć wkręcających w ciągi alkoholowe i ogólnie w picie jest po prostu wstyd. Ja alkoholik, wypiłem sobie powiedzmy wieczorem. Nie upiłem się, bo tego raczej nigdy nie robiłem ale jestem w takim stanie, że fantazję mam wybujałą. Robię lub opowiadam rzeczy bajkowe. Rano budzę się, pojawia się wstyd, co robię? Na odwagę, dla zapomnienia, dla powrotu do bajkowej scernerii znowu piję.... Po pewnym dłuższym czasie tkwię w dwóch różnych światach. Ten w którym się wstydzę i ten, w którym jestem "lepszy" (jak to Ola w komentarzu napisała). Po dłuższym czasie, ja alkoholik, pozostaję w tym "lepszym" świecie nawet nie pijąc. Kosztem pobytu w tym świecie jest niestety komplikowanie się jakże prostego życia. Komplikacje, nie pozwalają spać, męczą strasznie i prowokują do picia. Wpychają do jedynego znanego, mi alkoholikowi, "lepszego" życia. Co robię? Piję... I tak bez końca. Zrozumcie proszę, że dla mnie alkoholika, nie istnieją inne światy! Piję mimo pogarszającej się sytuacji, mimo świadomości wszelkich strat z tym związanych, mimo wszystko... Jak to przerwać? Nie ma innej drogi jak tylko zrozumienie tych mechanizmów, znalezienie w sobie samym tych trybów maszyny i poszukiwanie sposobu na zatrzymanie jej. Oczywiście nie jest to proste ale są sposoby. Każdy musi dopasować ogólne zasady radzenia sobie z tą chorobą do swoich słabych punktów. Każdy z nas jest inny, a każdy może być lepszy, lepszy realnie.
Wobraźcie sobie sytuację, gdy ktoś kto ma raka, zdaje sobie sprawę, że nie pozostało mu wiele życia, wiele czasu normalnego funkcjonowania w świecie. Jest słaby, nie wierzy w siebie, nie ma siły niczego zrobić, jest kompletnie zrezygnowany. Na zewnątrz tego nie pokazuje, nie moze z jakiegoś powodu. Musi wyglądać na silnego, zdecydowanego i twardo stąpającego po ziemi, taki po prostu musi być bo przecież coś nie pozwala mu uwierzyć w chorobę. Jakże ktoś taki się męczy - objawy choroby są, ból jest, a świadomość nie dopuszcza jej obecności!!! Nagle pojawia się grupa lekarzy. Znają gotowy, ogólny program leczenia dla tego chorego człowieka. Nie mówią co ma robić, nie dają tabletki czy zastrzyku. Dają mu jednak szansę stworzenia spsosobu na uzdrowienie. Korygują wszystkie jego błędy w długim procesie tworzenia programu. Ci lekarze wiedzą jak z wyjść z tej choroby. Oni przecież sami kiedyś z niej wyszli.
Pierwszym warunkiem zatrzymania rozwoju raka i zupełnego powrotu sił jest co? Przyznanie się przed samym sobą do bezsilności. Bez tego nie istnieje start w zdrowe życie. To trudne. Kto lubi przyznawać się do błędów? Tym bardziej gdy błąd dotyczy wielu lat... CDN..
Damian
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 1 304 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Jestem Alkoholikiem przez duże A
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: